Jamalpur! Wystarczy, że tylko usłyszę tę nazwę – tak naprawdę wystarczy, żebym ją pomyślał – a mój umysł zalewają obrazy. Baba odszedł z Jamalpuru, lecz uczniowie z Jego dni tam spędzonych nie zapomną tego nigdy. Sam Jamalpur nigdy tego nie zapomni.
Jamalpur i moje opowieści o Babie w Jamalpurze są dzisiaj wspomnieniami. Gdy ludzie pytają mnie o Jamalpur, zanim zdążę cokolwiek powiedzieć, zatracam się w świecie wspomnień. Wszelkie zdarzenia tego okresu rozbłyskują w zwierciadle mego umysłu niczym seria obrazów i nie wiem, od czego zacząć.
Widzę te wąskie uliczki miasta, po których Baba zwykł był chodzić każdego dnia do Swego biura; te wieczorne spacery po ogromnej zielonej łące otoczonej pięknymi wzgórzami oraz Jego radość z tamtejszego czystego, pachnącego powietrza. A potem widzę Babę siedzącego na grobie tygrysa pośrodku pól, nauczającego Swych drogich uczniów; Jego spacer po ścieżkach, wzdłuż których czekają rzędy wielbicieli, sadhaków i adeptów duchowych. Baba zwraca się do niektórych z miłością, rzucając łaskawym okiem na jednych, innych oszałamiając swymi kochającymi oczyma i spojrzeniem – wszystko to jest dzisiaj niczym sen, lecz wtedy była to nasza zwykła codzienność.
Codzienność, lecz nigdy nie przyjmowana za rzecz oczywistą. Nawet wówczas odczuwałem od czasu do czasu pustkę, która pojawi się, gdy minie ten etap naszego życia. Gdy wszystko się zmieniło tak, jak miało i tak jak musiało się zmienić – gdy Baba przeszedł do kolejnego etapu Swojej misji, gdy organizacja przerosła swoją intensywną, intymną strukturę, jaką posiadała na początku – wówczas niektórym z nas pozostał tylko ów wiecznie nienasycony głód tych minionych dni w Jamalpurze.
Za miastem widzę rozpościerające się przede mną ogromne pole zieleni otoczone z dwóch stron przepięknymi wzgórzami. Tam, w swej wyobraźni, dostrzegam Babę podczas Jego wieczornego spaceru z towarzyszącą Mu niewielką grupką Jego uczniów. Teraz na krańcach łąki, w pewnej odległości od trio wyniosłych palm, pojawia się kamienna płyta grobu tygrysa. Na niej siedzi ubrany w biel Baba, nauczając siedzących u Jego stóp uczniów, gdy tymczasem chłodna i aromatyczna bryza pieści Jego obecność.
Ta scena jaśnieje przed oczyma mego wnętrza tak wyraziście, że przez chwilę wydaje się być bardziej rzeczywista, niż pokój, w którym zasiadłem do pisania, niż stół i leżący przede mną papier, niż lata, które później nastąpiły. Ledwie pomyślę o Jamalpurze, przychodzi mi na myśl wiele tajemniczych i oświecających wydarzeń. Nawet gdy to piszę, ogarnia mnie fala łez duchowej błogości. Te chwile w Jamalpurze pozostawiły po sobie głęboki i trwały ślad, kojący dotyk i satysfakcję, która pozostanie przez całą resztę mego życia. Chociaż nic nie jest w stanie przywrócić tych dni z powrotem, nic również nie jest w stanie mi ich odebrać.
Cóż to za miejsce – to miasto i jego otoczenie – że są tak kluczowe dla historii początków Ananda Margi? Większość uczniów nigdy nie odwiedzi Jamalpuru a wielu może uważać je jedynie za miejsce historii. Lecz wspominać Jamalpur wyłącznie jako lokalizację historyczną, byłoby tak jałowym. Dla mnie, dla tych, którzy byli z Babą w tych wczesnych dniach, Jamalpur wibruje Jego żywą obecnością i serce rośnie z miłości i tęsknoty za zachwycającymi przeżyciami tamtego czasu.
Jamalpur reprezentuje fazę w grze Baby, zanim jeszcze rygorystyczne żądania wysuwane przez Jego przewodzenie ogólnoświatową organizacją nie pozbawiły Jego uczniów tej bliskości ery Jamalpuru.
Pozwólcie mi zatem – acz z pewnym wysiłkiem – wyplątać się kurczowych objęć osobistych wspomnień i przedstawić Jamalpur takim, jakim był w połowie dwudziestego wieku.
Zacznijmy więc od Jamalpuru. Jamalpur to stosunkowo małe, nic nieznaczące miasteczko położone w Biharze nieopodal Gangesu. W czasie ery Brytyjczyków z powodu swej geograficznej lokalizacji nabrało znaczenia wraz ze zwiększającą się rolą transportu kolejowego. Na początku dwudziestego wieku Jamalpur stał się główną stacją kolejową a kilka lat później wybudowano tam jeden z większych w Indiach warsztatów kolejowych. Poza zabudowaniami dla warsztatów naprawczych kolei powstała tam również fabryka części do silników oraz wagonów pasażerskich. Nawet dzisiaj wewnętrzna gospodarka Jamalpuru i jego zewnętrzne znaczenie uzależnione są od kolei.
Stacja kolejowa Jamalpuru rozciąga się w kierunku południe-północ. Zaraz na zachód od stacji znajduje się rynek i centrum miasta. W pobliżu jest Jubileuszowa Studnia i położona dalej ku zachodowi reszta miasta. Na wschód od stacji stoi kilka domów i biur oraz szpital – wszystko to należy do Kolei Wschodnich. Jeszcze dalej na południowy-wschód ciągnie się szerokie pasmo zielonych łąk znany jako pola Jamalpuru.
Zawieszone nad torami dwa mosty – jeden szeroki a drugi wąski – łączą miasto na zachodzie z polami i otaczającym je terenem na wschodzie. Ruch na szerokim moście – w większości ruch pieszy – był w tamtych dniach niewielki, chociaż dzisiaj jeżdżą tamtędy pojazdy.
Każdego wieczora zwyczajem Baby było przechodzić dystans około dwóch i pół mili od Swego domu na pola. Robił to w powolnym tempie i pokonywał tę odległość mniej więcej w trzy czwarte godziny. Idąc na pola i z nich wracając Baba czasami przechodził nad torami węższym mostem, lecz częściej zwykł był korzystać z mostu szerokiego.
Pola Jamalpuru to jeden z klejnotów natury. Wtargnięcie cywilizacji i komercji nie zniszczyło jeszcze cech, które przydają temu miejscu jego rzadkiego piękna. Jego subtelne zarysu sprawiają, że ów położony na dwóch milach kwadratowych obszar spowija wyczuwalna aura dynamicznego wyciszenia. Krajobraz upiększają wdzięczne palmy rosnące w większych bądź mniejszych grupach, poprzetykane zaroślami i rosnącymi gdzieniegdzie bananowcami i mangowcami, układając się w subtelny wzór zbyt ujmujący, by zdołały go zaplanować niezdarne ręce ludzi. Wałęsające się swobodnie bydło, owce i kozy świadczą o wolności, jaką to środowisko zapewnia wszelkiemu życiu.
Na południowym wschodzie pola opadają ku długiej dolinie, którą wypełnia kryształowe jezioro mieniące się nieskazitelnymi odcieniami łagodnego splendoru tego miejsca. Ciemny las, który niegdyś porastał ten obszar, teraz znaczy jedynie wschodnie granice pól. Położone dalej na wschodzie wzgórza wznoszą się niczym westchnienie piersi natury, by później w oddali delikatnie opaść. Rzucając o zmroku purpurowe i niebieskie cienie uspokajają duszę przyciągając wzrok swoim bezruchem i kierując umysł ku wieczności.
Od kilkudziesięciu lat władze wydobywają w tych wzgórzach nadające się do sprzedaży kolorowe kamienie charakterystyczne dla tego regionu.
Obok jeziora, na południe od pól, leży „Dolina Śmierci” nazwana tak, ponieważ stanowiła niegdyś schronienie dla bandytów i zabójców. Nie tak dawno, bo jakieś sto lat temu Dolinę Śmierci, brzegi jeziora, część pól i wzgórza porastała gęsta, nietknięta cywilizacją dżungla, po której wędrowały swobodnie dzikie zwierzęta. Dżungla rosła nadal jeszcze długo po wybudowaniu warsztatów i oficerowie brytyjscy zwykli byli urządzać tam polowania i przejażdżki.
P.R.Sarkar, „Baba’s Grace”





Neohumanizm